niedziela, 25 października 2009

Obiady na emigracji

Sa-skiia, dziękuję!! DZIĘ KU JĘ!! jesteś moim BOGIEM! (Boguuu, Boguuuuu).
Bo wiecie, gdyby nie Sa-skiia przymieralibyśmy głodem. No może nie do końca, ale jedlibyśmy jedynie dania chińskie i włoskie (ryż z konserwą i makaron z konserwą :D) a dzięki Sa-skii staje się MISZCZEM kuchni.

Bo na emigracji to jest tak, że się je to, co się akurat nawinie. zaczynaliśmy od bigosu i ciasta (przywiezione z ojczystego kraju)





ale to było dawno, szybko się skończyło i trzeba było sobie jakoś radzić :) więc gotowaliśmy wyśmienity ryż/makaron z sosami ze słoików, również z Polandii. Ale to też szybko poszłooooo...

Więc teraz jesteśmy na etapie robienia czegoś z niczego :D

I tak:
mrożone pyyyszne frytki, które (podejrzewamy), że robione są z ziemniaków pastewnych, bo smaku to one za bardzo nie mają. Swoją drogą czego się spodziewać po 2 kilo frytek za 1 Ojro :D

Choć wygląda apetycznie:



Swego czasu był też pyszny, ale to pyyyyszny kurczak, który piekł się godzinę w piekarniku, a i tak się nie dopiekł :] nie, nieeeee, wcale nie był pół surowy :]



zatem z kurczakiem już eksperymentować nie będziemy:)

Później przyszły lepsze czasy - omlet z warzywami. Och, to było coś :D ale jak zauważyłam, że nagle zaczynam tyć - omletowi powiedziałam dziękuję (ku wielkiemu niezadowoleniu M.)

A teraz Sa-skiaaa ratuje nam życie :D

Sa-skiia: Macie czosnek?
Ja: no pewnie, w proszku :D
S: a pietruszkę?
Ja: no pewnie!!
S: to super!!
Ja: ale też w proszku :D

niiieee, nie, tu wcale warzywa nie są droższe od mięcha :] Wcale nie liczą sobie za woreczek maleńki kartofelków 3 Ojro, kiedy to pół kilo mielonego kosztuje 1,5 Ojro :D

Zatem była pyszna zapiekanka ryżowa z ryżem... tuńczykiem, kukurydzą i serem:



wygląda ładnie, smakuje jeszcze lepiej. Co z tego, że zapomnieliśmy o naszym naczyniu żaroodpornym. co z tego, że przypomnieliśmy sobie o nim po tygodniu, kiedy to w owym naczyniu rodziło się nowe życie :D no CO???

i WCZORAJ! wczoraj był przełom. prawdziwe naleśniki, pyszne, prawdziwe naleśniki.
proces wyrobu ciasta:
początkowo - za dużo mąki - więc dolaliśmy mleka;




następnie - za dużo mleka - dosypaliśmy mąki

proces ten powtórzył się jeszcze ze dwa razy, aż w końcu zaczęło coś wychodzić :D

pięknie, prawda??






A dziś makaron. z tuńczykiem. onienienie, wcale nie tęsknię za schabowym :] i za bigosem. i pierogami. WCALE :]

1 komentarz:

  1. i jak tu człowiekowi ręce opaść nie mają? :]

    ale don't worry. przyjedzie cioteczka saskiia na sylwestra to przywiezie jedzenie. i pogotuje. odzyskasz tyłek, odzyskasz cycki, a mnie nie będzie skręcać z zazdrości, że chudniesz.

    BO JA NIE CHUDNĘ.

    p.s. ten kurczak wygląda całkiem smakowicie. nie był?

    OdpowiedzUsuń